Samotność ;/

sobota, 31 grudnia 2011 22:05:08
Hej! Długo nie pisałam wiem, ale to przez brak czasu. Dużo ostatnio się działo. Praktycznie nie mam czasu na nic, a odpoczynek mam teraz tylko szkoda, że już się kończy. Dziś sylwester, a ja siedzę sama, tzn. z rodzicami i rodzeństwem w domu i...ahh szkoda gadać, niestety nie wypaliło i tyle. Na szczęście internet, piżama i kubek herbaty też pocieszają hihi :) Co do moich problemów to nic się nie zmieniło, dalej głupie myślenie, ale walczę dalej. Obsesja robi swoje, ale ja się nie poddaje. Mam nadzieję, że przez moją determinację i terapię coś zdziałam. Niedługo ferie, których się doczekać nie mogę, bo wyjeżdżam do Anglii, do moich starych znajomych, więc na nudę narzekać nie bd :)) Wam też życzę udanych ferii i szczęśliwego nowego roku. A ja sobie życzę zdrowia i zdania prawka, bo zapisałam się na kurs i niedługo egzamin, więc trzymajcie kciuki. Pozdrawiam :P
Sadzia
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Strach :(

sobota, 22 października 2011 16:07:45
Postanowiłam napisać, by pozbyć się tych ciężarów, nieszczęsnych myśli. Mam nową psycholog, panią Dorote. Jest młoda i lepiej rozumie mój problem niż poprzednia. Czasami nie przebiera w słowach i prosto w oczy rzuca to czego nieraz nie chcem słyszeć. Jest mi coraz ciężej, choroba się nasziliła. Powoli cofam się do poprzedniego życia. Boję się, że nie dam rady. Brakuje mi sił, by dalej walczyć z tymi zje*a*nym* myślami i patrzeniem w lustro. Co dalej będzie nawet ja tego nie wiem. Nie mogę obiecać, że nie będzie tak jak kiedyś, bo nie kontroluje tych nasilonych myśli. Boję się;  niedługo kontrol; dam znać...
Sadzia
Nastrój: Strach :(
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Derastyczne załamanie...;/

niedziela, 25 września 2011 13:04:04
Postanowiłam napisać po długiej przerwie milczenia. Czuję potrzebę wyrzucenia z siebie tych męczących myśli...A więc skończylam prace i zaczęłam naukę. W nowej szkole bardzo mi się podoba, a nowi ludzie i wogóle cała klasa jest zgrana i koleżeńska, a to jest najważniejsze. Wracając do początku napisałam, że chcę "wyrzucić z siebie te męczące myśli". Mam tu na myśli moją chorobę, która ostatnio się zaostrzyła i nawiasem mówiąc siedła moja psychika. Znowu wracam do punktu wyjścia, choć nie powinnam, bo niedługo pieprzona kontrola. Czuję się niepotrzebna i gruuuba. Ciągle przeglądam się w lusterku i nie mogę na siebie patrzeć. W pracy schudłam z czego mama nie była zadowolona, ale ja niestety tak. Teraz muszę nadrobić kg do kontroli, bo inaczej będzie źle i moge trafić na oddział. Boję się tego, więc się staram, ale nie za bardzo mi wychodzi. Jutro idę na spotkanie z nowym psychologiem, bo tamtem był nie grzecznie mówiąc do dupy. Mam nadzieję, że mi pomoże. Nie wiem czemu choroba się zaostrzyła z dnia na dzień jest coraz gorzej. Boję się, że wszystko spieprze...
Sadzia
Nastrój: Załamanie...
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Totalne dno...;/

środa, 15 czerwca 2011 22:05:27
Hej wszystkim...Postanowiłam dziś napisać ostatni raz przed wakacjami, bo potem nie będę miała czasu. Będzie tylko praca, praca i jeszcze raz praca. Dziesiejszy dzień był do bani, strasznie dużo stresu. Najpierw wyniki testów, z których nie dokońca jestem szczęśliwa, a potem wyznanie tego co czuje "jemu", lecz wspaniałych efektów nie było, totalne dno...Boję się, że znowu przestanę jeść i wróce to punktu wyjścia...Zawsze tak było po takich sytuacjach. No, ale cóż my możemy zrobić, zawsze jest tak, że my wszystko, a oni nic. Trzymam za siebie kciuki, żeby wytrwać i nie robić kroku w tył w chorobie i mam nadzieję, że mi się uda...Pozdrawiam :)
Sadzia
Nastrój: Totalne dno...;/
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Niezadawalający efekt...;/

piątek, 20 maja 2011 21:50:08
Hej wszystkim! Postanowiłam napisać notkę, chyba z nudów, ale liczą się chęci :) U mnie wszystko ok. Wczoraj byłam na kontroli w Szczecinie. Nie było mojej doktor z czego się bardzo ucieszyłam, bo nie zniosłabym jej uwag i darcia japy, że tak się wyrażę. Ostatni raz na wizycie byłam w lutym. Od tego czasu bardzo mało przytyłam co niezadowoliło Pana doktora, ale ordynator powiedziała, że przynajmniej idę do przodu a nie do tyłu :) Tyle dobrego. Muszę się bardziej postarać, bo 20 czerwca kolejna kontrola i nie chciałabym wylądować w zakładzie. No, ale dobra nie będę już mędzić o moich problemach zdrowotnych. Z niecierpliwością czekam na 10-go czerwca, ponieważ mam bal zakończenia gimnazjum :D Sukienka już jest, buty i biżuteri także, więc można powiedzieć, że prawie wszystko mam. Mama umówiła mnie do fryzjera i kosmetyczki. Wiem, że to nie studniówka żeby się tak pindżyć, ale chcę wkońcu poczuć się ładną i pewną siebie dziewczyną. Jutro umówiłam się z moją koleżanką, która też choruje na to co ja. Razem pomagamy sobie w trudnych chwilach, bo najlepiej się rozumiemy. Ona wie co ja czuję, a ja wiem co ona czuje, więc się wspieramy. W środe mam spotkanie z Panią psycholog i już się doczekać nie mogę, bo choć na chwilę poczuję ulgę od wszystkich problemów. Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam :) Napewno napiszę jeszcze przed wakacjami i dam znać jak na następnej kontroli. Pozdrawiam :)
Sadzia
Nastrój: Niezadawalający efekt...;/
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Czas leci...

piątek, 6 maja 2011 21:59:34
Hej! Co u Was słychać? Dawno nie pisałam wiem, ale nie miałam czasu i brakowało ochoty, ale piszę. U mnie ok. Z chorobą sobie radzę, choć jest coraz gorzej. Ciągle zadaje sobie pytanie, dlaczego ja? No ale widocznie tak musiało być i nic na to nie poradzę. Mimo, że jest mi ciężko, walczę i się nie poddam! Mam nadzieję, że wystarczy mi sił i pokonam tą "chorą" chorobę. W szkole duużo nauki. Nauczyciele wystawiają oceny i robią sporo sprawdzianów. Nie mogę doczekać się już końca roku, bo od razu po zakończeniu jadę do pracy. Będę pracowała na wybrzeżu jako kelnerka. Byłam niedawno na próbie i było całkiem w porządku. Mili ludzie i płaca też nie najgorsza :) Napewno napiszę jeszcze przed końcem roku szkolnego. Mam nadzieję, że będą chęci. Bardzo się cieszę, że czytacie moje notki i wspieracie. Pozdrawiam :)
Sadzia
Nastrój: Czas leci...
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Złe dni...

piątek, 18 marca 2011 14:03:16
Hej, co tam u Was słychać. Wiem, że nie pisałam długo, ale miałam urwanie głowy ze szkołą i wogóle. Ogólnie w szkole jest bajzer przez testy i nie tylko. Mam już dosyć wszystkiego. Załapałam totalny dół i nie wiem czy dotrwam. Im bliżej jestem sukcesu, tym jest mi ciężej. Jeszcze tylko 4 kg i "dojdę" do swojej wagi, ale co będzie potem...Czy będę umiała żyć bez diet, oszukiwania i ćwiczeń. Boję się, że dalej będę tyła ;/ Ta choroba jest koszmarem i mam takie dni, kiedy wyje i jestem bezradna. Wyrzuty sumienia, które towarzyszą mi są czasami nie do wytrzymania. Płaczę z bezsilności, czy tak już będzie zawsze?? ;(
Sadzia
Nastrój: Złe dni...
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Troszkę optymizmu...:)

środa, 16 lutego 2011 18:00:21

Hej wszystkim! Wiem, wiem dawno się nie odzywałam, bo aż prawie miesiąc. Przez ten czas dużo się wydarzyło. Dużo emocji, stresu, ale jest lepiej. Niedawno wróciłam od Agaty. Wspominałam, że pojadę do niej w pierwszy weekend ferii i pojechałam. Było super. Prawie nie było nas w domu. Ciągle chodziłyśmy na dwór i poznawałam nowych ludzi. Chciałabym tam mieszkać. Miałabym dużo fajnych znajomych, którzy by mnie wspierali. Byłam u niej od piątku do poniedziałku. Gdy zobaczyła mnie Agata i jej mama od razu powiedziały, ze lepiej wyglądam. Ładniejsza cera włosy itp. Ucieszyłam się z tego, że tak mowią. Agata cały mój pobyt u niej miała zaplanowany. W piątek wieczorem poszłyśmy na spacer, gdzie poznałam jej chłopaka i koleżankę Paulinę. To naprawdę wspaniali ludzie. Sympatyczni, wyrozumiali i na zabój szaleni. A w sobotę cały dzień czekałyśmy na ten wyjątkowy wieczór, bo postanowiłyśmy jechać na balety. Szykowałyśmy się już od południa. Planowałyśmy w co się ubierzemy, jak się pomalujemy itd. Kiedy przymierzałyśmy stroje poczułam coś dziwnego jak się przeglądałam w lustrze. Był to wstyd. Wstydziłam sie tego jak wyglądam. Nie wiem czy to naturalne, bo przecież o to mi chodziło. Lecz jak założyłam tą sukienkę to wyglądałam naprawdę ładnie, ale inni mówili, że owszem, ale brakuje mi tych kilogramów. To dało mi dużo do myślenia. Fajnie jest jak ludzie dookoła mówią, że jesteś ładna, bo to mi daję wiarę w siebie, której mi tak bardzo brakuje. Kiedy pojechałyśmy na tą dyskotekę przetańczyłam calutką noc i właśnie wtedy podczas tej nocy poczułam tę pewność siebie i to było piękne. Bawiłam się świetnie i poznałam wielu fajnych chłopakow, którzy rzucali komplementami, a to jeszcze bardziej spowodowało, że poczułam się ładna i dowartościowana. Szkoda tylko, że na chwilę. Ogólnie cały mój pobyt u niej dał mi wiele radości. A teraz? Teraz wszystko po staremu, chodź utrzymuje kontakt ze znajomymi, których tam poznałam. Dziś byłam u Pani T. Rozmawiałyśmy o emocjach i opowiedziałam jej o wyjeździe. Bardzo sie ucieszyła, że się świetnie bawiłam i chodź na chwilę poczułam tę pewność siebie. Mam nadzieję, że ona wróci i to nie tylko na chwilę. Za tydzień, w piątek kolejna kontrola w Szczecinie. Mam nadzieję, że znowu wszyscy lekarze będą zadowoleni, że jakoś sobie radzę. Dziękuję, że jesteście :) Pozdrawiam ;-)

Sadzia
Nastrój: Troszkę optymizmu...:)
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Lżej na duszy...:)

piątek, 28 stycznia 2011 16:09:51
Hej wszystkim :) Właśnie wróciłam od mojej terapeutki i czuję się pewniejsza siebie, ale dokuczają mi ciągłe myśli na temat mojego wyglądu. Rozmawiałam o tym z Panią T. i powiedziała, że jeszcze bardzo długa droga w moim leczeniu. Trudno mi jest zaakceptować swoje ciało, ale naprawdę się staram. Mówiłam jej wszystko co mnie dręczy, a mianowicie o załamaniu jakie mnie kilka dniu temu dopadło. Mówiąc to wszystko czułam jak gardło mi ściska i się popłakałam. Wiem, wiem dziewczyna, która ma już 17 lat (prawie, bo skończę za równe 2 dni) nie powinna ryczeć, ale tak to wszystko we mnie siedziało, że wybuchłam. Rozmowa z nią jest czasami trudna, bo na niektóre pytania nie umiem sobie odpowiedzieć, np. co dałoby mi pewność siebie...? Niby pytanie banalne, ale nie znam na nie odpowiedzi, bo nie widzę u siebie żadnych pozytywnych cech. Dziś zapisywałam na kartce co mi się w sobie podoba, co w sobie lubię itp. W ciągu 5 min. miałam napisać 20 określeń, lecz napisałam tylko 11 ;/ Myślę, że to właśnie świadczy o tym, że nie widzę u siebie pozytywnych cech, których tak jak Pani T. powiedziała, że mam ich dużo tylko nie umiem tego dostrzec. Wiem, że ma rację i muszę nauczyć się dostrzegać tego co w sobie nie widzę. Chciałabym być pewna siebie, nie oglądać się po kilka razy w lusterku jak wyglądam, nie myśleć o tym, tylko żyć normalnie. Wiem, że aby to osiągnąć potrzeba wiele czasu i cierpliwości, bo podstawowym elementem rozwiązania tego problemu jest jego przyczyna, więc dłuuuga droga przede mną. Mam nadzieję, że będzie lepiej :) Następna wizyta 16 lutego u Pani T. w domu :) Już się nie mogę doczekać. A co do szkoły to półrocze nawet, nawet... Pochwalę się średnią 4,6 i wzorowym zachowaniem. Chciałabym, aby ta koniec roku ten pasek był i będę do tego dążyć, ale jak narazie mam dosyć szkoły i nie mogę się doczekać ferii. Myślałam, że będę siedziała w domu i nic nie robiła, ale postanowiłam skorzystać z zaproszenia mojej koleżanki Agaty, którą poznałam w szpitalu i pojadę do niej na parę dni. Na pewno będzie super zwłaszcza, że mamy zamiar iść na balety i przetańczyć całą noc :) Na koniec chciałabym podziękować tym wszystkim ludziom, którzy doradzają i dodają otuchy, bo nie myślałam, że tyle Was będzie. Pozdrawiam :)
Sadzia
Nastrój: Lżej na duszy...
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Chwila słabości...

sobota, 22 stycznia 2011 18:13:57
Wiem, wiem miałam napisać w poniedziałek, ale nie napisze, bo pisze teraz. Moja wizyta z psychologiem została przełożona na piątek i sobie troszkę poczekam...:( Potrzebuje tej wizyty...Nadszedł czas załamania. Czuję się strasznie...Przeraża mnie czas leczenia jaki mnie czeka, przerażają mnie kilogramy, które będą przybywać...Kiedy to minie? Co będzie jak nie dam rady i trafie na oddział zamknięty? Chcę tego uniknąć, dlatego walczę, ale nie lubię chwil takie jak teraz. Totalna załamka :( Mam ochotę uciec gdzieś daleko i żyć w samotności, sama ze swym problemem, choć wiem jakby się to skończyło...Wszystko mnie przytłacza; dieta wysokokaloryczna, całkowity zakaz wysiłku fizycznego, przybieranie na wadze...Nie daje rady:(:(:(:( Czuje się gruba i samotna...
Sadzia
Nastrój: Chwila słabości...
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Zadowolenie...

poniedziałek, 17 stycznia 2011 16:41:56
Hmm... Na początku chciałabym Wam podziękować za wsparcie i komentarze. Szczerze mówiąc to nie liczyłam, że ktoś będzie chciał czytać, a co dopiero trzymać kciuki, ale bardzo się z tego cieszę, to dodaje mi sił. Obecnie u mnie ok, w szkole też nawet spoko, choć wariacje się dzieją wystawianiem ocen. Myślę, że na półrocze wypadnę nawet dobrze, bo zapowiada się średnia 4,6. Chciałabym, wypaść lepiej, ale myślę, że to i tak dużo pomimo mojej choroby. Wiem, że wymagam od siebie za dużo, ale taka moja natura. Ostatnio czuję się jakaś samotna. Zagubiona we własnych myślach. Ciągle poddenerwowana, niespokojna, ale to podobno normalne w tej chorobie. Bardzo dużo pomaga mi moja terapeutka, z którą dobrze mi się rozmawia. Jest to starsza Pani, ale naprawdę bardzo wyrozumiała i ciepła osoba. Ostatnio spotkałyśmy się 4 stycznia przed kontrolą w Szczecinie. Pojechałam tam tydzień temu we wtorek (11-go stycznia)na pierwszą od wyjścia ze szpitala kontrolę. Muszę tam jeździć co miesiąc. Kontrolują czy daje rade i nie potrzebuje hospitalizacji. Normalne przyjęcie na oddział, rozmowa z moją doktor prowadzącą, która jest zadowolona, że ze mną lepiej, ordynator też się cieszyła, ale każdy mówi, że to początki i długa droga przede mną. Jak to powiedziały: "Nie chwalmy dnia przed zachodem słońca", może i mają rację, bo czasami są chwile załamania, ale pracuję nad tym. Przede wszystkim cieszę się, że ktoś będzie obserwował moje postępy i wspierał. Chciałabym, aby było Was więcej, więc bardzo zachęcam. Następną notkę napiszę za tydzień zaraz po wizycie z terapeutką, pewnie będę miała lepsze nastawienie do życia, zawsze tak jest po wyjściu z jej gabinetu, a więc do zobaczenia. Pozdrawiam i zapraszam :)
Sadzia
Nastrój: Zadowolenie...
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Moja historia...

sobota, 15 stycznia 2011 10:19:18
Hej! Mam na imię Sandra i założyłam ten blog, by opisywać moją walkę z chorobą. Mam nadzieję, że pomoże mi to i wy dodacie mi otuchy, ale może też będę mogła komuś pomóc, ostrzec. A więc moja obsesja z odchudzaniem zaczęła się już prawie 3 lata temu, wtedy po raz pierwszy zaczęłam się odchudzać. Wyjechałam do Anglii na rok czasu do szkoły. Mieszkałam tam z babcią, a moi rodzice byli w Polsce. Podczas tego pobytu troszkę mi się przytyło, ale niedużo, bo może ze 2 kilo. Gdy przyjeżdżałam do Polski wszyscy mówili, że bardzo ładnie wyglądam, że się POPRAWIŁAM (znaczy, że przytyłam) i wtedy pomyślałam, że trochę schudnę. Zaczęłam się odchudzać. Odstawiłam słodycze, śniadań nie jadałam, kolacji też nie. Jadłam tylko obiad i do tego ćwiczyłam. Babcia przed wyjściem do szkoły zawsze przygotowywała mi jedzenie, ale jak wychodziła do pracy ja je wyrzucałam. Nie wiem czy to już był początek choroby. Ja po prostu chciałam trochę schudnąć. I schudłam. Gdy wróciłam do Polski nadal nie jadałam słodyczy, śniadań. Zawsze tylko obiad i potem na kolację kisiel do tego ćwiczenia. Potem była przerwa, choć zawsze myślałam, że jestem za gruba. Nigdy nie lubiłam swojego ciała, nie akceptowałam siebie, choć ważyłam 50 kg przy wzroście 165 cm. Obecnie ważę 41,5. Rok temu w grudniu zaczęły się moje problemy gastrologiczne. Bolał mnie żołądek, miałam straszne nudności. Przez te dolegliwości schudłam 10 kg. Wykryto u mnie bakterie, nieswoiste zapalenie jelit i refluks. Z jednej choroby wpadłam w drugą, czyli anoreksje. Takie derastyczne chudnięcie bardzo mi się spodobało, więc zaczęłam sama się odchudzać. Jadłam na śniadanie kanapkę z samym pomidorem i liściem sałaty, bez masła i wędliny. Na obiad 250g jarzyn, a na kolację jabłko. Do tej diety dużo ćwiczyłam. Robiłam po tysiąc brzuszków i inne ćwiczenia. Wpadłam w trans, w którym bardzo cierpiałam, ale jednocześnie cieszyłam utratą wagi. Trwało do to listopada zeszłego roku (2010). Mama zorientowała się co robię, jak jem, ale nie widziała jak ćwiczyłam, bo robiłam to po kryjomu. Pewnego dnia mój brat zauważył, że ćwiczę. Poszedł z tym problemem do mojej babci, bo nie chciał martwić mamy, ona zaś do przyjaciółki mojej mamy, a ta do mojej mamy (skomplikowane). Mama, gdy się dowiedziała zaczęła szukać pomocy. I znalazła; 23 listopada 2011 trafiłam do szpitala w Szczecinie na oddział Endokrynologii Dziecięcej w tempie natychmiastowym z wagą 37 kg. Przy przyjęciu byłam wycieńczona, nie miałam zbyt wiele siły, ciało było sine, a serce bardzo wolno biło. Moją doktor prowadzącą była starsza Pani, która litości dla mnie nie miała i zaczęła się wydzierać, czy widzę jak wyglądam, dlaczego się doprowadziłam do takiego stanu. Nie chciałam jej słuchać, byłam przerażona i ciągle płakałam. W szpitalu dostawałam 3 kroplówki dziennie i poili mnie wysokokalorycznymi drinkami. Podczas pobytu miałam rozmowę z psychiatrą, który stwierdził, że sobie nie poradzę i chętnie mnie zobaczy na oddziale zamkniętym. Zaczęłam strasznie płakać i nie chciałam tam trafić. Mama dała mi szanse i się nie zgodziła. Na własną odpowiedzialność wzięła mnie do domu pod warunkiem, że będę tyła i uczęszczała na terapie. W innym przypadku trafię na oddział zamknięty, a mojej mamie odbiorą prawa rodzicielskie na czas leczenia. Obecnie chodzę na terapie i przytyłam już do 41,5 kg. Jest BARDZO ciężko, ciągle wyrzuty sumienia, nieakceptowanie swojego ciała, ale myślę, że dam radę. Mam nadzieję, że będziecie czytać i komentować. Serdecznie zapraszam.
Sadzia
Nastrój: Moja historia...
Kategoria: brak kategorii
tagi: